misje

RWANDA

Boże Narodzenie w Nyakinamie

     Czas Narodzenia Pańskiego to niezwykle bogaty w wydarzenia okres dla mariańskiej parafii Chrystusa Króla w Nyakinamie (Rwanda). Wśród najważniejszych wydarzeń towarzyszących celebracji misterium Bożego Narodzenia wymienić można uroczystą Mszę św. Wigilii Narodzenia Pańskiego dla najmłodszych parafian, która odbyła się już o godz. 10:00 rano. Dla dorosłych Msza św. odprawiona została o godz. 15:00, i o 23:00 w kaplicy domu zakonnego w Nyakinamie uroczysta Eucharystia dla domowników oraz okolicznych misjonarzy z Polski i Afryki Południowej.

     Wyjątkowe wydarzenie – narodziny Boga samego, to także doskonały moment dla przypomnienia nam wszystkim sytuacji dzieci w Afryce – skarbu a jednocześnie niejednokrotnie zapomnianych osób, którym w parafii w Nyakinamie poświęca się szczególną uwagę.

     Dziś dzieci z przedszkola „Abamalayika batoya” – „Mały anioł”, przygotowały i przedstawiły po Mszy św. Wigilii Narodzenia Pańskiego dla najmłodszych, jasełka, w których nie zabrakło np. wśród ofiarowanych przez trzech króli darów, miejscowych przysmaków: bananów i fasoli.

     Po zakończeniu występu przez najmłodszych parafian, wszystkie dzieci przeszły w pochodzie na placu przy kościele, by następnie udać się na specjalnie dla nich przygotowany posiłek świąteczny. Taki posiłek to dla większości z nich jedyna w ciągu roku okazja do spożycia ryżu z mięsem, które co roku ofiarowywane są przez dobrodziei z Polski. Wszystkie dzieci w liczbie ponad 3000, a zwłaszcza te, które w czasie Adwentu uczestniczyły w porannych roratach, mogą tego dnia najeść się do syta. Cały okres Narodzenia Pańskiego w Rwandzie to radosne świętowanie, zwłaszcza podczas liturgii Mszy świętej, której zawsze towarzyszy śpiew i taniec.

 dk. Łukasz MIC, Rwanda

RWANDA

Najmłodsi rwandyjscy parafianie

     Odpowiadając na zaproszenie naszego proboszcza, ks. Marka do dzielenia się doświadczeniem mariańskiej misji w Rwandzie, chciałbym dziś Drodzy Przyjaciele misji, nasi lubelscy parafianie, przedstawić Wam naszych najmłodszych wiernych – dzieci: skarb a jednocześnie zapomniane w swej kruchości i bezbronności osoby.

     Wpierw słów kilka o naszej parafii Chrystusa Krόla w Nyakinamie, która nie tak dawno, bo 21 listopada br. obchodziła 40. rocznicę jej erygowania. Dokładnie 40 lat temu parafię założył belgijski zakonnik ze Zgromadzenia Ojców Białych, a od 1999 roku posługują w niej Księża Marianie. To wówczas proboszczem został ks. Marek Ciebień MIC, a wikariuszem mianowano ks. Ryszarda Kusego MIC, który z kolei od 2004 roku przejął obowiązki proboszcza.

     Licząca ponad 14,5 tysiąca wiernych parafia to bogactwo różnorodności w podejmowanych przez Marianów inicjatywach w zależności od potrzeb zarówno dzieci, młodzieży jak i dorosłych tworzących miejscową wspólnotę. Tak na przykład w parafii działa kilka ruchów Akcji Katolickiej: Legion Maryi, Żywy Różaniec, Liga Serca Jezusowego, Charyzmatycy, Wspólnota Przyjaciół Jezusa, Wspólnota Sprawiedliwość i Pokój, jak również codziennie posługujący katechiści, czy ministranci. Tradycyjne, znane nam w Polsce duszpasterstwo parafialne także oczywiście znajduje swoje miejsce w doświadczeniu parafii w Rwandzie, jednak naturalnie ma ono nieco odmienny wydźwięk i charakter. Trzeba bowiem zdać sobie sprawę z faktu, iż styl i poziom życia przeciętnego Rwandyjczyka rożni się, i to bardzo, od znanego nam w Europie. Tak na przykład w naszej parafii na wiosce raczej nie ma Mszy świętej wieczorem, gdyż po 18-tej jest już ciemno, a nie tylko na szlakach prowadzących do domów, ale i w samych domach – glinianych chatach większości naszych parafian – nie ma prądu. Wieczorami więc na terenie całej misji jest już głęboka cisza i po 20-tej większość mieszkańców śpi. Za to na porannej Eucharystii, zazwyczaj o 7:00, zwłaszcza teraz w okresie adwentu, gromadzi się bardzo wielu wiernych, szczególnie dzieci.

     No właśnie – dzieci, które w Afryce niejednokrotnie zamiast rozwijać się, chodzić do szkoły, zdobywać nowe umiejętności, muszą pracować fizycznie, od najmłodszych już lat opiekować się swoim rodzeństwem i wcale nie cieszą się większym szacunkiem od swoich rówieśników z innych kontynentów. Taki stan rzeczy uważa się tutaj za normalny… Gdy doda się do tego fakt, iż dziecko nie może liczyć na więcej jak jeden posiłek dziennie to zrozumiemy, dlaczego jego ogromne, błagalne oczy tak usilnie wpatrzone są w posługujących w Afryce misjonarzy. No właśnie, to misjonarze, w tym obecni w Rwandzie i Kamerunie Marianie, są tymi, którzy dbają o najmłodszych: współfinansowanie edukacji dzieci i młodzieży, ciepłe posiłki, projekty rozwojowe, ośrodki zdrowia, świetlice i ochronki to tylko niektóre z form pomocy rozwiniętych w trosce o najmłodszych. Na terenie naszej parafii w Nyakinamie działa także prowadzone przez polskie siostry od Aniołów przedszkole – „Abamalayika batoya”, to znaczy „Mały anioł”. Mały anioł pod swe troskliwe skrzydła nie może jednak wziąć wszystkich dzieci, ponieważ ich liczba znacznie przewyższa możliwości lokalowe obecnie zajmowanego budynku, tak więc pierwszeństwo mają dzieci osierocone i najbardziej potrzebujące. Ofiarna praca sióstr i personelu oraz przyjaciół pozwala ponad 20 dzieci zasmakować trochę miłości, której deficyt widoczny jest na twarzach wielu, naprawdę wielu dzieci w Rwandzie…

     Mając przed oczyma tak zarysowane realia życia najmłodszych mieszkańców Afryki, zechciejmy w czasie adwentowego skupienia choć chwilę zatrzymać się na dziękczynieniu Dobremu Bogu za ogrom darów jakie otrzymujemy każdego dnia!

dk. Łukasz MIC, Rwanda

_______________________________________________

KAZACHSTAN

     Od wielu lat w naszej parafii w Karagandzie (Kazachstan) funkcjonowało Oratorium dla chłopców z biednych rodzin, które prowadziły siostry Eucharystki (dwie sędziwe już panie, mająca jeszcze wiele sił do pracy). Przed wakacjami ze względów finansowych były zmuszone zamknąć dom. Wcześniej otrzymywały pieniądze z różnego rodzaju fundacji zachodnich. Z tych środków mogły między innymi dawać chłopcom ciepłe posiłki, ogrzewać pomieszczenia Oratorium, zatrudniać wychowawców i kucharza. Po wakacjach ks. Grzegorz Burdyński MIC rozpoczął współpracę z siostrami i udało się na nowo otworzyć Oratorium. Jak na razie dzieci przychodzą dwa dni w tygodniu przed lub po lekcjach (tu w Kazachstanie  nauka jest na dwie zmiany). Staramy się nimi zająć, nadrobić zaległości w nauce, a również dajemy im katechezę, ponieważ większość z tych chłopców pochodzi z rodzin niewierzących lub niepraktykujących. Dzieci dostają także coś słodkiego do zjedzenia i teraz zimą gorącą herbatę. W przyszłości myślimy, by spotkania mogły odbywać się więcej razy w tygodniu i by przygotowywać dla chłopaków gorący obiad. Nie będziemy w stanie tego dokonać bez pomocy kogoś z zewnątrz. Jeśli w waszych sercach rodzi się teraz pragnienie, by wesprzeć nasze dzieło do jest taka możliwość. Można wpłacać nawet drobne kwoty na konto Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich z dopiskiem „Kazachstan”. Z naszej strony obiecujemy modlitwę w intencji ofiarodawców i raz w miesiącu mszę św. w Waszej intencji.

Nasza strona internetowa: www.marianie.kz

Numer konta na który można dokonywać wpłaty:

CENTRUM  STOWARZYSZENIA  POMOCNIKÓW  MARIAŃSKICH, ul. Św. Bonifacego 9, 02-914 Warszawa.

PKO SA VII/O Warszawa 53-1240-1109-1111-0000-0515-2270 – z dopiskiem: ”Kazachstan”

_______________________________________________

RWANDA

Imana ni nziza!

 „Bóg jest dobry!” – to jedno z pierwszych zdań jakie usłyszałem w kinyarwanda tuż po przybyciu na kontynent afrykański. Od razu też, by uchwycić specyfikę Rwandy, w której odbywam swoje przygotowanie misyjne, trzeba dodać, że drugie zdanie jakie usłyszałem, i to z ust zaledwie 6-latka, brzmiało: „Give me some dollars!”. Tak, to jeden z pierwszych argumentów potwierdzających tezę, że Rwanda to kraj tysiąca wzgórz i tysiąca kontrastów. Miejscowi dodają jeszcze: „(…) i tysiąca rozwiązań”, choć co do ich liczby, nawet kilkadziesiąt lat posługujący tutaj misjonarze, nie są w pełni przekonani…

Na początku trzeba zaraz dodać, ze chrześcijaństwo w Afryce jest bardzo młode, a pierwsi misjonarze Ojcowie Biali, którzy przybyli tu zaledwie 110 lat temu, mimo ogromu gorliwej pracy jaką włożyli w formowanie pierwotnych wspólnot, naturalną koleją rzeczy nie zdołali jeszcze na tyle ugruntować i zakorzenić w sercach Afrykańczyków głębokiej wiary, by mogli już sami rozeznawać i kroczyć po drogach zbawienia… Stąd każdy, kto po raz pierwszy spotyka się z rzeczywistością czarnego lądu winien uzbroić się w pokorę, i na początku przede wszystkim słuchać i mieć oczy szeroko otwarte… Wydaje mi się, że wiem co mówię, bo sam kilka razy sparzyłem się już na przedwczesnej aktywności, bez poprzedzającego ją – jeśli można tak powiedzieć – „rozpoznania terenu”. Na jednej z pierwszych lekcji języka angielskiego, jakie prowadzę dla naszych czarnoskórych współbraci nowicjuszy, chcąc w dobrej wierze, rozluźnić napięcie spowodowane wzajemną jeszcze wówczas nieznajomością, zacząłem od prostych pytań typu: „Jak się czujesz?, Czym się interesujesz? Jaki film oglądałeś ostatnio w kinie?”. No właśnie i po dość wymownej ciszy jaka nastała po tym ostatnim pytaniu zdałem sobie sprawę, ze przecież nikt z obecnych w sali nie był nigdy w kinie, a nawet niektórzy nie wiedzą, że takowe istnieje…

…co więcej, nawet nie mogą wiedzieć, bo jak, ktoś kto przez całe swoje dotychczasowe życie mieszkał w naprawdę ubogiej chacie, gdzieś na jednym z rwandyjskich wzgórz, bez elektryczności, bez bezpośredniego dostępu do wody, mógłby interesować się czymś, co siłą rzeczy, pozostaje dla niego na poziomie abstrakcji? Mimo to, a może właśnie dlatego (tu powstaje miejsce na gruntowny rachunek sumienia europejczyka), wielokrotnie zdążyłem już przekonać się, że ich wiara często jest o niebo głębsza, prawdziwsza i czytelniejsza niż moja mniemana… To obok wielu naprawdę interesujących miejscowych zwyczajów, tradycji i bogactwa naturalnego (nie bez przyczyny Rwanda popularnie nazywana jest krajem tysiąca wzgórz), jedno z najpiękniejszych doświadczeń, jakie może stać się udziałem każdego przybywającego tutaj człowieka. Bez względu na to, czy jest to misjonarz, dopiero co rozpoczynający swoja posługę, czy też zaaferowany egzotyczną przygodą turysta. I choć jest kilka niezwykle interesujących dokumentów Kościoła poświęconych tej jego oryginalnej cząstce jaką jest Afryka, to jednak dopiero możliwość osobistego Jego doświadczenia, pozwala nieco zrozumieć w czym tkwi nadzieja na przyszłość, składana już przez Jana Pawła II, właśnie w Kościele afrykańskim.

Konkret?? Jeden z misjonarzy relacjonował jak to w zeszłym miesiącu podczas odwiedzin chorych w jednej z centrali misyjnych w górach, spotkał niby zwykłego, a jednak wyjątkowego starszego człowieka. Schorowany mężczyzna opowiadał, że przez 9 pierwszych piątków miesiąca dochodził pieszo ponad 8 km wzgórzami do kościoła na Mszę świętą i do spowiedzi, bo wiąże się z tym obietnica śmierci w stanie łaski uświęcającej. Właśnie po zakończeniu takich 9-miesiecznych praktyk w chacie owego mężczyzny znalazł się ów kapłan, który wobec tak zastanej sytuacji usłyszał z ust tego człowieka słowa: „Pan Bóg mnie wysłuchał!”. Czyż to nie jest żywa wiara, niegasnąca nadzieja i płonąca miłość?

Rzecz jasna, każdy zdrowo postrzegający rzeczywistość człowiek wie, że nie wszyscy i nie zawsze charakteryzują się tak dojrzałą postawą i jest jeszcze wiele problemów do rozwiązania, jak na przykład praktykowane tutaj wierzenia plemienne czy kult przodków (niektórzy misjonarze wciąż spotykają się z sytuacją, gdy rano chrzczą dziecko, a wieczorem rodzice – „tak na wszelki wypadek” – zabierają je jeszcze do szamana). Można jednak żywic nadzieję, ze posługa Słowa prowadzona na kontynencie afrykańskim przez Marianów, duszpasterzujących także w naszej lubelskiej parafii, wyda owoc w przyszłości. Wszak posiane ziarno bez względu na to, co czyni człowiek, „czy śpi, czy czuwa, nocą i dniem, kiełkuje i wzrasta, a on nie wie jak” (Mk 4, 27).

Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi do siania ziarna Słowa w perspektywie „niezmierzonych horyzontów misji wśród narodów” (Jan Paweł II, Redemptoris missio 31)?

dk. Łukasz MIC, Rwanda

2 odpowiedzi na „misje

  1. MSA pisze:

    Fajne te dzieciaczki…i do tego mariańscy parafianie! Pozdrawiamy!

  2. Monika i Ania pisze:

    Bardzo ładny tekst i niesamowite fotki! Pozdrowienia z Polski śniegiem zasypanej, do gorącej Afryki słoneczkiem rozgrzanej:)!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *