Rozpoczęliśmy Nowy Rok 2012. Powitanie przebieglo w atmosferze wielkiej radości i nadziei na lepszą przyszłość. Takie też składaliśmy sobie nawzajem życzenia – w szczególności, aby Pan Bóg nad nami czuwał i nam błogosławił. Warto pamiętać, że nie wszędzie jednak powitanie Nowego Roku było takie radosne. Właśnie w tę noc otrzymaliśmy podziękowanie z Filipin za okazaną pomoc. Poniżej – list ks. Dariusza, który opisuje sytuację na wyspie, prosząc o dalsze wsparcie, a także kilka zdjęć obrazujących ogrom zniszczeń. One lepiej przemawiają niż wszelkie słowo.
Po tajfunie na Filipinach
Tajfun przeszedł nocą jak anioł śmierci przez Egipt w noc Paschy. To przeżycie było dla mnie prawdziwym przygotowaniem adwentowym na przyjście Pana. Nasi bracia i siostry, zwłaszcza w pobliskim Cagayan de Oro, jednej nocy stracili wszystko: mężów, żony, dzieci, domy, samochody… Dlatego to Boże Narodzenie jest inne od wszystkich poprzednich, przeżyte pośród ludzi – moich braci i sióstr – zupełnie ogołoconych z powodu tajfunu Washi, który przeszedł nad naszą wyspą Mindanao tydzień przed świętami.
My marianie podjęliśmy inicjatywę pomocy poszkodowanym. Zainspirowani propozycją biskupa miejsca, zaczęliśmy zapraszać poszkodowane rodziny do naszej wspólnoty na wspólną Eucharystię, wspólny posiłek. Dwa dni temu gościliśmy rodzinę, która straciła w powodzi dwoje dzieci; przeżyła pozostała dwójka z rodzicami. Uratowali się, dryfując przez kilkanaście godzin na otwartym morzu, otoczeni sitowiem, łącznie ze żmijami i wężami, które woda zmyła z gór. Przeżyli dzięki chipsom, które zabrały dzieci. Dotarli do pobliskiej wyspy oddalonej ok. 77 km od Cagayan de Oro. Wśród ocalałych jest dziewczyna Marie-Flores, studentka collegu, który prawdopodobnie będzie musiała przerwać z braku środków finansowych. Straciła wszystko, również uniform, który jest wymagany jako dress-code na filipińskich uniwersytetach. Liczymy na to, że zebrane środki finansowe pomogą Marie-Flores i wielu innym jej podobnym wrócić do normalnego życia, by nie musieli pozostać na ulicy.
Słyszałem bardzo wiele poruszających świadectw, m.in. historię ludzi gromadzących się na dachach i odmawiających wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego, podczas gdy woda podnosiła się i zalewała ich domy. Właściwie nie ma rodziny, która by nie ucierpiała, nie straciła kogoś bliskiego.
Dzisiaj, razem z naszymi nowicjuszami, zorganizowalismy posilek dla 700 osób, ktore stracily prawie wszystko. Dla nich byl to pierwszy cieply posiłek od tygodnia.
Chcielibyśmy pomoc wszystkim, ale możemy pomóc tylko niektórym. W ten sposób uczymy się pokory. Pokorni słudzy potrafią kochać w drobnych gestach braterstwa i miłości, i takimi sługami chcielibyśmy być z pomocą Pana.
Władze państwowe nie radzą sobie z pomocą. Panuje tutaj ogromna korupcja, a życie ludzkie ma niską wartość. Jedyną instytucją godną zaufania jest Kościół. Filipińczycy są Polsce wdzięczni za św. Faustynę i bł. Jana Pawła II. Możemy sprawić, że na Mindanao będą wdzięczni Polakom również za okazane serce, uczynek miłosierdzia co do ciała.
Od Waszej ofiarności zależy, czy uda nam się pomóc odbudować ten kawałek zniszczonego świata. W imieniu poszkodowanych bardzo dziekuję za wszelkie ofiary. Kiedy patrzymy na tragedię tutejszych osób, ponawiamy prośby o kontynuowanie zbiórki, abyśmy mogli zaopatrywać tych poszkodowanych w wodę pitną, leki, jedzenie, a potem na odbudowę domów i kaplic.
Ofiary można wpłacać na konto: Zgromadzenie Księży Marianów, Sekretariat Misyjny, ul. Św. Bonifacego 9, 02-914 Warszawa, PKO BP SA Oddział 13 w Warszawie, nr 35 1020 1068 0000 1602 0067 2329, z dopiskiem „Darowizna-tajfun-Filipiny”.
ks. Dariusz Drzewiecki MIC
mariańska misja na Filipinach